Zastanawiam się nad granicą między naturalnym procesem a koniecznością interwencji specjalisty. Od 1,5 miesiąca po śmierci ojca płaczę niemal codziennie – czy to kwalifikuje się już pod konsultację? Mam jednak obawy co do metodologii pracy psychologów. Jeśli sesja polega na biernym słuchaniu lub, co gorsza, siedzeniu w ciszy, to nie widzę w tym wartości, za którą warto płacić. Moja narracja ogranicza się do bólu po stracie i niczego więcej nie umiem sformułować. Czy ktoś z Was trafił na terapeutę, który jest aktywny w procesie, a nie tylko obecny?
Jejku. Kochana. To bardzo krótki czas… Poczytaj sobie jak wygląda żałoba w niektórych kulturach. Nasz konsumpcyjny styl życia w zachodnich społecznościach zostawił bardzo mało przestrzeni na smutek i emocje, na żal po stracie. Masz się otrzepać i iść dalej! Nie tracić czasu i nie umniejszać swojej produktywności. A to tak nie działa. Człowiek tak nie działa. Daj sobie czas. Ile potrzebujesz. Za kilka miesięcy, jeśli smutek nie pozwoli ci normalnie funkcjonować może szukaj pomocy. Płacz jest bardzo normalnym objawem. Daję też od siebie namiar na dobrą poradnię psychologiczną https://www.psychiatrzy.warszawa.pl/